deski jak głaz.Prawdopodobnie już w powietrzu stracił przytomność.gdy leżał twarzą do podłoża, sala zamarła.Po chwili przy Marku było już kilka osób.Zawodnik w pierwszych sekundach nie do końca wiedział, co się stało, w końcu zadał pytanie czy przegrał.Potem sam powie, że na śpiąco pożegnał się z tytułami.Przegrana walka z Roufusem była z kolei trzydziestym starciem Marka Piotrowskiego miała być wielkim wydarzeniem.Na to widowisko przybyło wielu dziennikarzy.„Punisher” stał się bohaterem tłumów.Benny Urquidez wszedł do ringu bardzo skupiony, wiedział, że nie może tego pojedynku: „Ten Polak jest niesamowity.Skąd on bierze tyle energii? Jeszcze nikomu się nie zdarzyło tak ustawić Thurmana! Tak Bob nie oberwał nigdy!” – krzyczał do mirofonu.Wilson był od 1982 r.Marek Piotrowski po opuszczeniu ringu jeździł taksówką, rozwoził książki telefoniczne – imał się najdrobniejszych prac.Jak sam dziś twierdzi, walczył ze swoim życiem, tak jak wiele lat walczył z rywalami.Wiara w Boga bardzo mu pomagała, w którymś momencie nawet uratowała.Przez pewien czas do Polonii chicagowskiej dochodziły